Pozbyłam się czarnych myśli. W końcu.
Zmieniłam pracę. Po raz drugi pracuję w knajpie i dobrze się czuję. Lubię rozmawiac z ludźmi, poznawac ich... I wiem, że mnie szanuja :) W końcu ktoś im to piwo musi nalac ;)) Gorzej jest z powrotami do domu...
Kiedy już wszystkich wyproszę, muszę posprzatac co zajmuje mi ok 40 min ;-) (cholernie długo, ale nigdy mi się nie chce) wtedy autobusu już nie mam i co robię? Wracam na nogach... chyba, że chce mi się wyciagac ten cholerny rower z piwnicy... (yyy raz się zdarzyło). Wczoraj...
Nie bardzo chciało mi się iśc do tej pracy, ponieważ dawno nigdzie nie wychodziłam ze znajomymi. Jednak, kiedy już się znalazłam w środku od razu poprawił mi sie humor ;-) właczyłam szafę i ukochany utwór Girl, You'II Be A Woman, Soon :)
Nalałam sobie - standardowo wodę z lodem i cytryna, odpaliłam papierosa i cichutko podśpiewujac usiadłam za barem. Zrobiło mi się tak dziwnie błogo. Tak jakby nikogo dookoła nie było... 5 godzin minęło tak szybko, że nawet tego nie zauważyłam. Ogladnęłam 2 filmy 'mgłę' i '300' (w końcu) pierwszego nie polecam niby horror, ale taka bajka, że naprawdę momentami się uśmiałam. (przestały mnie ruszac chyba jakiekolwiek horrory). 24;00 wybiła.standardowo szafa-dżem i sprzątam;) Wszyscy wyszli. Nie uśmiechała mi się droga do domu. Nalałam sobie małe piwko 'na odwagę'. Prawie kończyłam kiedy wrócił się stały klient (co prawda w niezbyt trzeźwym stanie) bełkocząc "Madziu mieszkamy na tym samym osiedlu, to może pójdziemy razem?" Nie macie pojęcia jak bardzo się ucieszyłam. Poważny gość 32 lata, żona, dziecko (akurat pił z kumplami). Piwo na drogę i lecimy... ! Normalnie to bym wracała 20 min, a wyszła godzina...  jednakże było miło.
Padłam na łóżko. Zmęczona... komórka w dłoni odpisałam na sms'y  zamknęłam oczy...  znowu cisza... tak cudowna.


Serce: Bo widzisz, Rozum, ten X jest tak
daleko, ma tak mało szans, aby konkurować z kimkolwiek, kto mógłby mnie
przyśpieszyć, będąc tutaj na wyciągnięcie ręki, a i tak tylko przy nim
biję tak naprawdę. Na początku martwiłam się tym, jak jakąś wadą
nabytą. Tym bardziej że Sumienie nieustannie straszyło, że to
okropnie niebezpieczne, że prowadzi do zawału i że prędzej czy później
jakieś EKG to wykaże. Nawet się z nim zgadzałam na początku. Myślałam, że
to przejdzie, że ty, Rozum, razem z Rozsądkiem pomożecie mi z tym sobie
jakoś poradzić, że to tylko taka chwilowa nieregularność w reakcji na
chłód, pustkę i obojętność dokoła. Ale teraz chcę, aby ta �nieregularność"
trwała. Bardzo chcę.

Ale ty, Rozum, tego nigdy nie zrozumiesz.
Nalać ci jeszcze jednego? Musisz wypić bez lodu. Roztopił się.
Zupełnie. Tak jak ja.

Rozumek: Nalej, Serce. Nalej.

FOTOLOG




Komentarze:
ownlog.com :: Wróć